Już dwa miesiące rodzina z ul. Opaczewskiej czeka na pieniądze, które po tragicznym pożarze zbierał dla nich miejscowy proboszcz. – Czekam, aż się otrząsną z szoku, żeby je rozsądnie wydali – tłumaczy ksiądz
Dzień po pożarze do akcji ruszyła także nowa sąsiadka Bożejewskich, pani Marta. – Wraz z koleżanką przeszłam się po kamienicy, kwestując na pogorzelców – opowiada. Do metalowej puszki sąsiedzi wrzucili 1800 zł, które pani Marta przekazała poszkodowanej rodzinie.
- Każdy, kto dał pieniądze, podpisał się na liście. Rozliczenie trzymam w domu – zastrzega pani Marta, która do dziś pomaga rodzinie.
Także ks. Kazimierz Sznajder, proboszcz parafii NMP Królowej Świata na ul. Opaczewskiej 20 i wicedziekan dekanatu ochockiego, był poruszony losem pogorzelców. Dzień po tragicznym pożarze ogłosił z ambony zbiórkę pieniędzy wśród wiernych. Przy wejściu do kościoła stanęły dwie przezroczyste skarbonki z kartką “Dla poszkodowanych pogorzelców”. Kwesta trwała przez dwie poświąteczne niedziele. Według relacji wiernych skrzynki szybko wypełniły się datkami.
Mijały dni, a Bożejewscy nie mogli doczekać się zebranych pieniędzy. – Ja jeszcze długo nie będę mogła pracować, mąż w szpitalu, żyjemy tylko z opieki społecznej i skromnych rent rodziców – mówi pani Małgorzata. Już po zbiórce poprosili o pomoc księdza z parafii, który przyszedł zapowiedzieć kolędę – ten obiecał, że przyjdzie proboszcz. Nie przyszedł. Wtedy inicjatywę przejęła pani Marta. – Razem z Gosią poszliśmy do parafii. Dowiedziałyśmy się, że ksiądz wyjechał na urlop.
W końcu pani Marta dotarła do proboszcza 17 lutego. – Powiedziałam, że pani Małgorzata wciąż czeka na jego wizytę. Obiecał, że przyjdzie we wtorek albo środę wieczorem. I znów nie przyszedł. Nikt z parafii nie przyniósł też pieniędzy ze zbiórki ani nie poinformował, kiedy rodzina może się ich spodziewać i ile zebrano.
We wtorek rozmawialiśmy z proboszczem Sznajderem. Tłumaczył: – To są dwie rodziny, czekałem, aż wszyscy wrócą ze szpitala, żeby równo podzielili pieniądze. Dodał, że “słyszał, że rodzina ma już dość darów”. Zasugerował też, że zainteresowanie tymi pieniędzmi może być przez mieszkańców okolicy odebrane jako chęć “naciągnięcia proboszcza”. Wymawiał się też chorobą, która uniemożliwiła mu pójście do mieszkających kilkadziesiąt metrów od niego Bożejewskich. “Zastanówcie się, komu pomagacie” – usłyszeliśmy też od proboszcza.
Pogorzelcy i ich przyjaciele są oburzeni, że ksiądz przez dwa miesiące nie dostarczył pieniędzy z kościelnej zbiórki. – Na początku myślałam, że proboszcz chce pomóc tym ludziom. Teraz nie wiem, co myśleć – mówi pani Marta.
Nie udało nam się dowiedzieć, ile pieniędzy zebrał ksiądz Sznajder ani kiedy zamierza je przekazać poszkodowanym. Powiedział nam tylko: “Jak dostaną później, to je lepiej wykorzystają. Teraz muszą ochłonąć po pożarze”.